niedziela, 14 września 2008

Wypad w Góry Świętokrzyskie


Wycieczka 420km, łącznie 6h. Temperatura < 15st C.

Dnia 2008-09-13 odbyłem podróż w Góry Świętokrzyskie, konkretnie do Nowej Słupii. Liczyłem na piękne widoki oraz górskie, kręte drogi. Niestety pogoda była brzydka, górki niskie a zakrętów jak na lekarstwo..

Trasa:
Warszawa -> Radom siódemką, potem na dziewiątkę w kierunku Rudnika. Za Rudnikiem skręt w drogę numer 42 do Starachowic. Tam skręt w lewo na 756 i do Nowej Słupii. Rynek wyglądał obiecująco, ale niestety policja blokowała wjazd i chyba szykowała się jakaś impreza - wolałem uciekać. Za Nową Słupią skręciłem na drogę 753 do Kielc i w Woli Jachowej wyjechałem na drogę 74. Tuż przed Kielcami jest objazd drogą 73 w kierunku siódemki, co pozwala ominąć korek w centrum. Dalej już siódemką do Janek.

Zużycie paliwa do Nowej Słupii wyszło 5.8l/100km. Jechałem normalnym tempem, bo trochę padało. W drodze powrotnej musiałem mocno przycisnąć, ponieważ miałem tylko 1h 40min na dojazd z Kielc do Warszawy (170km). Udało się ;-) Siódemka była w miarę pusta więc przelotówka oscylowała wokół 180km/h ze szczytem 212 (licznikowe!).

Wycieczka, mimo niespełnionych oczekiwań bardzo mi się podobała. Miałem okazję porównać w boju poprzedni motocykl z nowym przy takiej samej długości trasy i pogodzie. Nowy jest dużo lepszy - nie zamarzłem na kość i dojechałem znacznie szybciej. Nie byłem tak bardzo jak poprzednio zmęczony hałasem, tyłek też znacznie mniej ucierpiał. Zatrzymałem się tylko dwa razy a nie jak poprzednio co 100km.

Utwierdziłem się w przekonaniu, że dokonałem prawidłowego wyboru motocykla.

Oto kilka zdjęć, które wykonałem:



niedziela, 7 września 2008

500 km nakedem - przygoda roku

Kiedy miałem jeszcze Suzuki GS 500, bardzo pragnąłem owiewki i długich podróży bez hałasu i z wysokimi prędkościami. Z perspektywy posiadania szybkiego motocykla z owiewką, przyznać muszę, że idealizowałem i prędkość i owiewkę.

Podróż jaką odbyłem 9 marca 2008 roku, na zawsze pozostanie w mojej pamięci. Nie dzięki prędkości ale dzięki temu co zobaczyłem i jak się czułem gdy z niej wróciłem.

Trasa: Warszawa -> Radom -> Ostrowiec Świętokrzyski -> Ćmielów -> Lublin -> Warszawa. Jeden dzień, około 500km.

Wyruszyłem wczesnym rankiem 9 III (ok 8:30) w niedzielę, co pozwoliło mi uniknąć natłoku aut na wylocie z Warszawy. Pojechałem siódemką, w Radomiu dotarłem do 9 i nią dojechałem o Ostrowca Świętokrzyskiego.

 

Dziewiątka wita podróżnych lekkimi górkami i zakrętami aby rozkręcić się w miarę drogi na południe. Jest na prawdę malowniczo i jedzie się bardzo miło.

Z Ostrowca skierowałem się na Ćmielów (droga 755), gdzie w lokalnym sklepie przy muzeum i fabryce porcelany zakupiłem prezenty dla domowników. Tanio nie jest, ale figurki są sygnowane i numerowane - robione są bowiem ręcznie. Można płacić kartą (ważne dla ducatistów ;P).

Jechałem dalej drogą w kierunku Ożarowa, gdzie skręciłem na drogę 74 w kierunku Kraśnika. Ten odcinek dłużył mi się najbardziej, ponieważ droga zaczęła się robić ruchliwa, co chwila była jakaś miejscowość a widoczki raczej przeciętne. Parłem jednak dalej, ponieważ bardzo chciałem dotrzeć na obiad do McDonalda w Lublinie.

W Kraśniku skręciłem na drogę 19 w kierunku Lublina. Tutaj można było już ciut bardziej podgonić, co uwielbiam.

W McDonaldzie w Lublinie spotkałem swojego ciotecznego brata! To niesamowite spotkanie - prawie niemożliwe, żeby dotarł on tam tak po prostu z Łęcznej. To było na prawdę świetne ;-)

Dalej już tak jak zwykle - autostrada nr 17 Lublin <-> Warszawa. Przelotówka ponad 110-120, po dwa pasy w każdą stronę (serio, miejscami było tak że wyprzedzali i w moim kierunku i w przeciwnym a jednak się auta mieściły).

Przy dojeździe do Warszawy trafiłem na samobójcę - wyprzedzał pasem do skrętu w lewo na stację benzynową. Miał włączony lewy kierunkowskaz. Ktoś ciut zmęczony albo mało skupiony mógłby pomyśleć, że zwolni i skręci - on tymczasem przeciął obszar wyłączony z ruchu i wskoczył na swój pas tuż przed nosem auta jadącego z naprzeciwka. Zrobiło się cieplutko, bo sumaryczna prędkość przekraczała zapewne 300km/h.

Lubię jeździć 17, bo można tam na prawdę szybko pojechać i nacieszyć się tym. Tzn. lubiłem tam jeździć GS 500, bo tam 140 to już było na prawdę szybko. Boję się, że teraz to już nie będzie to samo...

Nie zapomnę tej trasy nigdy. Wolny jak ptak, cały dzień przeznaczony na hobby, tylko ja i maszyna którą wszyscy wyklinają, starożytna swoją technologią, z miękkim zawiasem, z nędznymi 47 konikami, bez owiewki... Nigdy...

Wołomin -> Ostrów Mazowiecka

Wczoraj wybrałem się swoim motocyklem na wycieczkę w stronę Wołomina i Ostrowii Mazowieckiej. Pojechałem z Warszawy ósemką a następnie skręciłem na 634 na Wołomin.

Droga nie jest zbyt dobrej jakości, jednak odcinki wyboiste przypadają na okoliczne wioski - można sobie przy okazji przypomnieć zapach krowich placków ;-)

Dojechałem do skrzyżowania z drogą 636 i skręciłem w prawo w stronę Jadowa. Tutaj droga już dużo lepsza i nawet było kilka zakrętów.

Dojechałem do drogi numer 50 i skręciłem w lewo, w stronę Łochowa, Broku i Ostrowii Mazowieckiej. Dojechałem do S8 (obwodnica Ostrowii) gdzie udało mi się uzyskać licznikowe 204 km/h.

Cała 50-tka i 8-emka to polskie, litewskie itp tiry, ciężarówki oraz autobusy. Trzeba uważać na obwodnicy, bo potrafią się ścigać i lewy pas zajęty.

Kawałek dalej zawróciłem i znów ponad 200. Chwilę dalej była smażalnia ryb w której zatrzymałem się na papierosa i pepsi - niestety nie mają tam WC. Dalej jechałem już spokojniej osiągając przelotówkę 90km/h - zaspokoiłem swoją potrzebę prędkości ;-)

Na obwodnicy Radzymina (druga część planowanej S8 z Radzymina do Ostrowii) znów 190 i bardzo ostry skręt (zjazd) na drogę 635 do Wołomina. Oponki niby nijakie (Bridgestone BT011), jednak świetnie dały radę przy hamowaniu w złożeniu. Motocykl nie omieszkał mnie poinformować co sądzi o niedostatkach mojej techniki jazdy (hamowanie zamiast głebszego złożenia z gazem) i lekko szarpnął kierownicą.

Na motocykl dosiadła się moja dziewczyna i razem pojechaliśmy z powrotem w kierunku skrzyżowania z drogą 636, gdzie skręciliśmy jednak w lewo w kierunku krajowej ósemki. Wypróbowaliśmy jakie to uczucie jechać 205km/h we dwie osoby i z załadowanym kufrem - dosyć nieciekawie, ponieważ dopadły nas duże turbulencje. Moja dziewczyna pierwszy raz jechała tak szybko więc bardzo narzekała na zrywanie kasku z głowy i potworny wiatr - niestety się jej nie spodobało. Szkoda, myślałem że się wciągnie. Spróbuję jeszcze raz, w lepszych warunkach. Dałem jej w prezencie żółwia na plecy - żeby nie pomyślała sobie że lekceważę bezpieczeństwo.

Dalej już prosto ósemką do Warszawy. Na jednym ze skrzyżowań miałem okazję spróbować sprintu na prostej z jakimś nowym sportowym mercedesem. Muszę przyznać, że osiągi tego auta robią wrażenie - zostawił mnie o ponad 5 m i szedł równo przede mną aż do 180km/h. Ja co prawda nie przekraczałem 9 tys obrotów (dotarcie!), jednak pierwszy raz zobaczyłem coś tak szybkiego. Nie żebym miał jakąś super technikę na ćwiartkę ale od zakupu nowej maszyny odwykłem od tego że wieloślad mnie wyprzedza.

Wycieczkę uznaję za bardzo udaną. Było niestety bardzo gorąco (28 st) i po powrocie do domu wypiłem ponad litr zimnych napojów a nadal kręciło mi się w głowie. Co ciekawe, na motocyklu nie odczuwałem zmęczenia ani kłopotów z koncentracją - chyba to lubię ;-)